ŁOWCA DŹWIĘKÓW


Wymyślił własną metodę komponowania. To zabawa materią muzyczną.

Małe czarne kropeczki, które pracowicie nanizał na nitki pięciolinii, czekają cierpliwie na jeden jego ruch – on tchnie w nie życie. A wtedy rozsypią się z partytury we wszystkie strony kaskadą dźwięków. – Harmonia, kontrapunkt, instrumentacja i forma – wysoki, szczupły, krótko ostrzyżony blondyn recytuje jak dekalog cztery punkty najważniejsze dla kompozytora, a zasłyszane u swojego profesora Andrzeja Nikodemowicza. W dłoniach pieczołowicie ściska książkę z lekko pożółkłymi kartkami. Na okładce napis: „Pieśni ludu”, Oskar Kolberg. Gdy tylko ma wolną chwilę, natychmiast zaczyna ją wertować strona po stronie. Rafał Rozmus ma 23 lata i odkąd sięga pamięcią, fascynuje go tworzenie muzyki.

– Pamiętam z dzieciństwa pianino – mówi Rafał. – Chociaż jeszcze nie umiałem grać, już starałem się kreować dźwięki. Miałem dwa magnetofony. Na jednym nagrywałem swoje utwory, a potem za pomocą drugiego dogrywałem kolejne dźwięki. Dłonie o długich palcach nieustannie kreślą w powietrzu różne figury, od czasu do czasu prostują niewidoczny kant w sztruksowych spodniach.
– W ten sposób tworzyłem wtedy wielogłosowość – dodaje. – Dzisiaj w pierwszej fazie pracuję na samplach (przykłady dźwięków – przyp. red.) i ścieżkach. To zupełnie inny sposób tworzenia.
Słucha wszystkiego, co wpadnie mu w ręce. Jako dziecko przeżywał fascynację muzyką elektroniczną – Jarre’em, Vangelisem, Morricone, grupą Tangerine Dream. Potem miał okres zachłyśnięcia się jazzem. Bo kompozytor to człowiek, który rozwija się całe życie. Nigdy dość słuchania i podpatrywania innych.
– Muzyka jest jak łańcuszek – jeden prąd wypływa z drugiego – mówi. Rafał ceni kompozytorów, którzy cokolwiek napisali, chociaż czasem nie zgadza się z końcowym efektem ich pracy. Najważniejsze jest podejmowanie próby komponowania, będącego sposobem wyrażania siebie. Język, którego używa, to kwestia dyskusji. Jeden może go zrozumieć natychmiast, drugi ma z tym kłopot. U niego na pierwszym miejscu jest Jan Sebastian Bach. Fascynuje mnie wielogłosowość Bacha. Praktycznie każdy jego utwór jest wielkim dziełem. Ucząc się kompozycji czytałem m.in. jego partytury. Ale nie tylko. Bo od każdego kompozytora można czegoś się nauczyć. Byli tak różni i mieli tak różnorodne podejścia do muzyki...
Drugim kompozytorem, u którego wciąż pobiera nauki, jest rosyjski romantyk Nikołaj Rymski-Korsakow. Przez całe życie związany z orkiestrowaniem, muzyczne doświadczenia podsumował u schyłku swych dni w dwutomowym dziele „Zasady instrumentacji”. – Takie książki wydane w języku polskim to unikaty – mówi Rafał i nie bez dumy dodaje: – Strasznie trudno je dostać. Wprost oniemiałem, gdy obydwa tomy zobaczyłem u kolegi na półce. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co ma. Dzisiaj to moja biblia wiedzy o komponowaniu.



Bywa, że w nocy śni muzykę. Pojedyncze dźwięki, dźwięki i dźwięki... – Niestety, nigdy nie przyśnił mi się gotowy utwór – mówi uśmiechając się nieznacznie. – Nawet to, nad czym akurat pracuję na jawie, z reguły natarczywie nie atakuje moich snów. Może dlatego, że konsekwentnie dzień po dniu ćwiczę się w komponowaniu... Od kilku czasem do kilkunastu godzin, gdy piszę coś na zamówienie. 17 lat temu rozpoczął naukę w szkole muzycznej I stopnia im. K. Lipińskiego przy ulicy Muzycznej, w klasie skrzypiec. – Do szkoły zapisali mnie rodzice, chociaż sami nie mają z muzyką nic wspólnego – mówi Rafał. – Chyba czuli, że to moje dziecięce prymitywne brzdąkanie ma szanse przerodzić się w coś więcej.
Z dnia na dzień coraz bardziej docenia wybór skrzypiec. Większość kompozytorów była pianistami i ich utwory brzmią fortepianowo – jego zaś bardziej skrzypcowo. Uważa, że sercem każdej orkiestry jest kwintet smyczkowy, a dobre zrozumienie kwintetu jest podstawą komponowania. Jest jedynym studentem Instytutu Muzyki na Wydziale Artystycznym UMCS, który komponuje. Kiedyś robił to do szuflady. Od kilku lat jego utworów słucha świat.
– Stało się to dzięki prof. Zofii Bernatowicz – mówi Rafał. – Namówiła mnie do wyjścia z ukrycia i pomogła założyć zespół muzyczny „Presto”. Był zaczynem orkiestry kameralnej. W przeciągu dwóch lat orkiestra rozrosła się do 30 osób. Są w niej moi koledzy i koleżanki z różnych akademii muzycznych w kraju, muzycy znani z lubelskich zespołów, takich jak Sam-hain czy Orkiestra św. Mikołaja, są też zawodowcy, których na co dzień można posłuchać w Filharmonii Lubelskiej.
Z tą właśnie orkiestrą wykonał po raz pierwszy w Trybunale Koronnym swój eksperymentalny utwór „Constructio II”, napisany opracowaną przez niego „liczbową metodą komponowania muzyki atonalnej”.
– Według tej metody nie jesteśmy w tonalnym systemie dur-moll – Rafał cierpliwie tłumaczy arkana metody tak, by były zrozumiałe dla laika. – Dźwięki układamy wybiórczo i praktycznie bawimy się materią muzyczną. To niewiele ma wspólnego z tradycyjnym pisaniem muzyki, kiedy wymyśla się temat, opracowuje i tworzy formy. Tę muzykę można określić jako stosunek liczb do dźwięków.

Pomysły Rafała zainteresowały profesora Kazimierza Górskiego z Zakładu Teorii Muzyki UMCS, a także profesora Stanisława Moryto, dziekana katedry kompozycji w Akademii w Warszawie. Obydwaj sugerowali mu rozwijanie metody.
– W ten sposób skomponowałem dotychczas trzy utwory – mówi Rafał – „Constructio II” na orkiestrę kameralną, „Constructio III” na akordeon i „Constructio I” na orkiestrę symfoniczną. – Mam w planach następne kompozycje, ale na razie walczę z brakiem czasu.

Kiedy po raz pierwszy pomyślał o muzyce filmowej? Wtedy, gdy zainteresował się muzyką ilustracyjną. Chociaż bezpośrednim bodźcem do powstania cyklu utworów zatytułowanych „Zachody słońca” był przypadkowo obejrzany film dokumentalny o człowieku fotografującym zachody słońca w różnych częściach świata. Potem nieoczekiwanie przyszła propozycja od Piotra Kotowskiego, by napisać muzykę do niemych filmów, które miały być wyświetlane podczas Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu – do „Wichru” Victora Seastroma i „Sherlocka juniora” Bustera Keatona.

– Bardzo się bałem, co z tego wyjdzie – zwierza się dzisiaj Rafał.
– Nigdy wcześniej takich rzeczy nie robiłem. Miałem na to zadanie mało czasu. Przerażał mnie wymiar czasowy filmów, które trwały po 40 i 60 minut. Ale z drugiej strony cieszyłem się, że dostałem taką szansę.
Najważniejsze było zarysowanie wątków muzycznych charakteryzujących postacie, szczególnie Bustera Keatona. Muzyka musiała być adekwatna do obrazu. Bardzo trudną rzeczą, rozwijaną wciąż przez Rafała, jest idealne zsynchronizowanie ścieżki dźwiękowej z obrazem. W zależności od modelu projektora, miejsca wyświetlania obraz może być wyświetlany szybciej lub wolniej. Partytura musi zawierać margines uwzględniający ten fakt. Tak, by móc wydłużać lub skracać pewne frazy bez uszczerbku dla całej ścieżki.
– Manewrowanie tym „marginesem” to już moja rola – mówi Rafał. – Rola dyrygenta. Oglądam przecież równocześnie film, pamiętam, jaka muzyka jest do jakich scen. Podczas premierowej projekcji „Wichru” w Zwierzyńcu film uciekł nam bardzo do przodu. Dzięki doskonałemu zgraniu i porozumieniu zespołu udało nam się wyjść obronną ręką z sytuacji.

Kilka tygodni temu dostał kolejne filmowe zamówienie napisania muzyki do „Ostatniego rozkazu” Josefa von Sternberga, prezentowanego podczas ogólnopolskiego przeglądu kina niemieckiego. W Lublinie przegląd prezentowała Chatka Żaka. Specjalne pokazy z kameralną orkiestrą Rafała zorganizowano w Łodzi i Warszawie.
– Nie ukrywam, że byłem dumny, gdy widzowie pochlebnie wyrażali się o wysokim poziomie zespołu – mówi Rafał. – Ale to już ich zasługa.

Małgorzata Prus





Wizyt: 112484   |   © 2003-2007 Soundtracks.pl